poniedziałek, 2 stycznia 2017

Najlepsze filmy roku 2016


Nadszedł czas na mój zeszłoroczny filmowy ranking. Rok 2016 był dla mnie bardzo udany pod tym względem. Obejrzałem w sumie 200 filmów, z czego aż 80 w kinie. Zainteresowałem się kinem festiwalowym. Brałem udział w zlocie Filmweb Offline 2016, Festiwalu Filmowym Pięć Smaków, trzeciej edycji inicjatywy Scope 100. Odnośniki do moich recenzji znalazły się na portalu mediakrytyk.pl, stałem się też  współtwórcą Alternatywnego Top 100 na Filmwebie (aktualizacja wkrótce) i zacząłem wspólnie ze znajomymi nagrywać podcast - Cinema Post Cast. Poznałem przy tym sporo pozytywnych ludzi zafascynowanych filmem, z którymi mogę prowadzić ciekawe dyskusje. Jeśli chodzi o bloga, nie byłem tak płodny, jak początkowo zakładałem, ale serdecznie dziękuję za te 88 polubień na Facebooku i ok. 1000 wyświetleń bloga miesięcznie. Postaram się tworzyć więcej i lepiej.

Plany na ten rok to oglądać jeszcze więcej i doświadczać kina zarówno przez seanse, jak i przez ciekawe rozmowy z ludźmi. Bo samo oglądanie to jedno, ale najważniejsze w tej pasji jest dla mnie dzielenie się wrażeniami i rozmawianie o niej z innymi.
 A teraz już ranking 50 najlepszych filmów, które wyświetlane były w regularnej dystrybucji, w polskich kinach w 2016 roku. Filmy festiwalowe oraz te, których oficjalnie nie można było zobaczyć w Polsce prawdopodobnie dostaną swój osobny ranking za jakiś czas. Miejsca 50-21 ograniczam do wypisania tytułów i ewentualnie podlinkowania mojej opinii. Czołowa dwudziestka wzbogacona jest już (krótszym lub dłuższym) komentarzem. Część opinii na temat filmów może się powtarzać z tymi z rankingu, który opublikowałem w połowie roku.


Oto moja lista:

50. Batman v Superman (6/10)
49. Moje Córki Krowy (6/10)
48. Neon Demon (6/10)
47. Mustang (6/10)
46. Prosta historia o morderstwie (6/10)
45. Siedmiu Wspaniałych (6/10)
43. Doctor Strange (6+/10)
42. Zwierzęta Nocy (6+/10)
41. Księga Dżungli (7/10)
40. Gdzie Jest Dory (7/10)
39. Bridget Jones 3 (7/10)
38. Miara Człowieka (7/10)
37. Big Short (7/10)
36. Carol (7/10)
35. Śmietanka Towarzyska (7/10)
34. Hardcore Henry (7/10)
33. Egzamin (7/10)
32. Ave Cezar (7/10)
31. Vaiana: Gniew Oceanu (7/10)
30. High Rise (7/10)
29. Kamper (7/10)
28. Kubo i Dwie Struny (7/10) 
27. Deadpool (7+/10)
26. Zjednoczone Stany Miłości (7+/10)
25. Julieta (7+/10)
24. Nasza Młodsza Siostra (7+/10)
23. Nienawistna Ósemka (7+/10)
22. Rekiny Wojny (8/10)
21. Nowy Początek (8/10)


20. Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (8/10)

 Listę top 20 otwiera najlepszy blockbuster minionego roku, a przy okazji czołówka filmów z MCU. Chociaż Guardians of the Galaxy w moich oczach nie pobił. Tutaj bracia Russo kontynuują drogę obraną w Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz i nadal w pewnym stopniu grają konwencją kina szpiegowskiego. Jednak wykorzystują przy tym praktycznie całe, nagromadzone przez lata dobrodziejstwo filmowego uniwersum i wyciskają ze swoich postaci wszystko, co najlepsze. Osoby nieznające większości filmów od Marvela będą czuły się mocno zagubione. To kino przede wszystkim dla fanów, którzy znają i kochają tych bohaterów od czasów pierwszego Iron Mana.
Tytułowy konflikt nie jest sztucznie rozbuchany i wydumany niczym w konkurencyjnym Batman v Superman. Tym postaciom naprawdę o coś chodzi i każdy z nich ma na swoje poglądy dobre argumenty. Dużo tu zależało od aktorów, a Robert Downey Jr. i Chris Evans odwalili naprawdę wspaniałą robotę. Mimo, że moim poglądom było bliżej do postawy Kapitana, to trzeba przyznać, że Iron Man, który został tu przedstawiony jako rozdarty, skonfliktowany z bliskimi oraz z samym sobą jest świetnie napisany i równie łatwo mu kibicować czy nawet współczuć.

Bałem się, że twórcy nie ogarną takiej ilości ludzi przewijających się na ekranie, z tym jednak też poradzili sobie bardzo dobrze, ale tylko przy założeniu, że zdajemy sobie sprawę iż jest to kolejny film z serii i znamy ich z poprzednich obrazów.
Dodatkowo Spider-Man w tym filmie jest najlepszym, co spotkało pająka w kinie kiedykolwiek. Zawsze miałem alergię na produkcje mu poświęcone, a teraz będę czekał z niecierpliwością na jego solowy występ.
Captain America: Civil ͏Wa͏r to kawał porządnego blockbustera, przy założeniu, że jesteście komiksowymi geekami lub po prostu cały czas macie w sobie coś z dziecka bawiącego się figurkami ulubionych superherosów. Wtedy będziecie zachwyceni, szczególnie sceną na lotnisku.

19. Wołyń (8/10)

Wstrząsający, przytłaczający a jednak przeraźliwie chłodny zapis rzezi wołyńskiej, który zafundował mi nieprzespaną noc. Nie jest to film doskonały, ale żaden seans w tym roku nie wywołał u mnie nawet podobnego wrażenia. W finale żołądek wywrócił mi się na drugą stronę i zrobiło mi się niedobrze. Nie tylko przez dosadne, graficzne przedstawienie scen przemocy (choć na te też jestem wrażliwy), ale głównie przez świadomość, że ludzie są zdolni do takich rzeczy. Smarzowski zachowuje przy tym zdrowy dystans i obiektywizm. Nie tworzy podziałów na dobro i zło opartych o narodowość. Na zło łatwo najłatwiej odpowiedzieć tym samym i obywatelstwo nie ma tu nic do rzeczy.  Wołyń to dowód na to, że w Polsce można nakręcić rzetelne, społecznie zaangażowane dzieło, będące przy tym doskonałą, rzemieślniczą robotą.

18. Serce Psa (8/10)

Laurie Anderson, nietuzinkowa postać, wdowa po Lou Reedzie i przedstawicielka nowojorskiej bohemy artystycznej. Na podstawie swoich przemyśleń wywołanych śmiercią jej ukochanego psa, stworzyła chyba najbardziej eksperymentalny, a jednocześnie osobisty obraz tego roku. Wspomnienia rat terriera Lollabelle otwierają strumień świadomości artystki będący traktatem na temat przenikających się miłości i śmierci. Pełno tu odniesień do wschodniej duchowości, poezji i filozofii. Obraz to połączenie animacji, archiwalnych nagrań i innych nietuzinkowych form. Czy da się sfilmować własne myśli? Nie wiem, ale Laurie była blisko. W połączeniu z hipnotyzującym głosem autorki, kojącą zmysły muzyką, stanowi to seans może odrobinę pretensjonalny, ale na pewno jedyny w swoim rodzaju.

17. Jestem Mordercą (8/10)

Polskie kino w natarciu. Nowy film Macieja Pieprzycy oprócz tego, że jest sprawnie zrealizowanym kryminałem adaptującym autentyczną historię Wampira z Zagłębia, ma mnóstwo elementów kina moralnego niepokoju w stylu Falka czy Kieślowskiego. Główny bohater świetnie odegrany przez Mirosława Haniszewskiego, niczym Jerzy Stuhr z czasów Amatora czy Wodzireja musi wybierać tu między popularnością i dobrobytem, a spokojem sumienia. Wyciszony Arkadiusz Jakubik w roli domniemanego mordercy też wypadł fenomenalnie. Dodajmy do tego pieczołowicie oddany klimat PRL lat 70. i rewelacyjną, trochę jazzującą, opartą na perkusji muzykę Bartosza Chajdeckiego.


16. Fúsi (8/10)

Jedno z największych zaskoczeń, bo po filmie nie spodziewałem się niczego rewelacyjnego. Okazało się, że w chłodnej Islandii też powstają bardzo ciepłe filmy. Minimalistyczny, niepozorny, łagodny. Dostałem poruszającą historię otyłego, dorosłego faceta z syndromem Piotrusia Pana i jego drogi do usamodzielnienia. Dawno nie kibicowałem tak głównemu bohaterowi. Fusi choć z jednej strony krzepi, pokazuje też smutną prawdę, że w tych czasach żeby być człowiekiem trzeba często iść pod prąd.

15. Zjawa (8/10)

Prosta, lecz wizualnie zachwycająca historia o przetrwaniu i zemście. Dzięki temu filmowi DiCaprio wreszcie wyczołgał upragnionego Oscara. A tak zupełnie poważnie, to naprawdę świetny film. Nie rozumiem fali hejtu. Jeśli ktoś go jeszcze nie obejrzał, to powinien najpierw zapoznać się z RECENZJĄ, a potem koniecznie nadrobić zaległości. 


14. Zwierzogród (8/10)

Kryminał noir w wersji animowanej, policyjne buddy movie i doskonała komedia z mnóstwem nawiązań do popkultury. Disney wziął co najlepsze z "dorosłego" kina i przeniósł na grunt animacji. Do tego wykonanie stoi na najwyższym możliwym poziomie. Wyszło rewelacyjnie. Gdyby nie mocno lewicowa wymowa filmu, byłoby jeszcze lepiej. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam do zapoznania się RECENZJĄ   


13. Nice Guys (8/10)

Mało która współczesna komedia jest w stanie mnie szczerze rozśmieszyć. Twórca "Równych Gości" Shane Black sprawił, że większość filmu przesiedziałem z bananem na twarzy. Jak tego dokonał? Umiejscowił akcję w Los Angeles lat 70. Wziął na warsztat klisze kina noir i policyjnego buddy movies (czyli dokładnie to samo, co uczynili parę miesięcy wcześniej twórcy "Zwierzogrodu"), zatrudnił Russela Crowe'a i Ryana Gosslinga i napisał im zabawne, często wulgarne, ale nigdy prymitywne dialogi, co w połączeniu ze wspaniałym aktorstwem wytworzyło między ich bohaterami świetną chemię. Czasem kryminalna intryga jest tylko pretekstem do kolejnych gagów, ale całość i tak ma dużo więcej sensu niż większość  kryminałów. Takie komedie mógłbym oglądać codziennie.



12. Aż do piekła (8/10)

Dowód na to, że stylistyka westernu doskonale sprawdza się we współczesnych realiach. Film ma doskonały rytm, piękne zdjęcia, idealnie dobraną muzykę i dobrze dobraną obsadę. Przy czym całość jest tak mocno zakorzeniona w westernowej konwencji, że w każdej scenie na nowo dziwiłem się czemu bohaterowie korzystają z telefonów i zamiast konno, poruszają się samochodami. Wymowa całości jest gorzka, ale ostre jak brzytwa i często zabawne dialogi momentami rozrzedzają atmosferę. Całość przypomina mocno To nie jest kraj dla starych ludzi braci Coen, Zdecydowanie za mało się o tym filmie mówi.


11. Lobster (8/10)

Po, a nawet już w trakcie seansu, czułem się jakbym dostał obuchem w głowę. Grecki reżyser Yorgos Lanthimos potwierdza, że jest bezkompromisowym, odważnym artystą. Stopniowo odkrywa przed nami absurdalnie przerażającą dystopię. Przy tym jego film jest także celnym komentarzem na temat presji społecznej i postrzegania związków partnerskich. Wyobraźnia twórcy przywodzi na myśl trochę Charliego Kaufmana  P.T. Andersona. Niepokojący, momentami odrzucający, a czasem zaskakujący czarnym humorem film. Zdecydowanie nie dla każdego, ale mnie w pewnym sensie zachwycił.

10. Paterson (8/10)

Nowy film Jima Jarmuscha to hymn na cześć zwyczajności. Gdy nauczysz się zachwycać codziennością, proza życia stanie się... poezją. Paterson, mieszka z żoną w miasteczku Paterson, jest kierowcą autobusu i pisze wiersze do szuflady. Każdy jego dzień wygląda bardzo podobnie, a jednak potrafi on dostrzec w tej powtarzalności beztroski rytm. Wg Jarmuscha każdy jest na swój sposób artysta. Trzeba tylko umieć to dostrzec. Perfekcyjnie napisany i wyreżyserowany. Tu każde ujęcie ma znaczenie. Balsam dla duszy roku.


9. Cloverfield Lane 10 (8/10)

Ten film nie zapowiadał się szczególnie dobrze. Chyba największe  zaskoczenie minionego roku. Uwielbiam kiedy John Goodman wciela się w nieoczywiste rolę na miarę tej z Bartona Finka. Do tego Mary Elizabeth Winstead, która niezmiennie zachwyca mnie wrodzonym wdziękiem od czasów Death Proof i Scotta Pilgrima, tutaj pokazała się z innej, bardziej heroicznej strony. Obraz okazał się kameralnym thrillerem ze świetną zabawą napięciem, rodem z Hitchcocka.  Typowo moje kino. Jednak film oferuje jeszcze więcej zupełnie przełamując konwencję w finałowym akcie. Cenię taką odwagę twórców. Ogólnie im mniej wiesz o filmie, tym lepiej będziesz się bawić podczas seansu.


8. Wszystkie Nieprzespane Noce (8/10)

Wyjdziesz po pierwszym piwie, lub odnajdziesz siebie na tej wiecznej imprezie pełnej zblazowanych twarzy, bełkotliwych rozmów i popękanych serc. Ja zostaję.Wszystkie Nieprzespane Noce to prawdziwy powiew świeżości nie tylko w rodzimym, ale i światowym kinie. Coś na pograniczu fabuły i filmu dokumentalnego. Więcej w RECENZJI


7. Przełęcz Ocalonych (8/10)

Pochwała uporu i determinacji w dążeniu do celu. Oparta na faktach historia Desmonda Dossa udowadnia też, że można pozostać człowiekiem w nieludzkich warunkach. Ten brutalny, naturalistyczny wojenny film robi przy okazji więcej dobrego dla chrześcijańskiego kina niż wszystkie te "Bóg Nie Umarł" i podobne razem wzięte. Nie indoktrynuje, a jedynie dobitnie ukazuje, co jest  motywacją głównego bohatera. Zazwyczaj nie lubię nadmiernie patetycznych rzeczy, a u Gibsona ten podniosły ton działa i wcale nie drażni. Trzeba dodać też, że  realizacja scen batalistycznych dosłownie urywa łeb. Czegoś takiego nie widziałem w kinie od czasów Szeregowca Ryana.


6. Nawet Góry Przeminą (8/10)

Ktoś powie, że to tylko azjatycki snuj i w pewnym sensie będzie miał rację. Jednak ile tu treści! Historia rozłożona jest na trzech płaszczyznach czasowych. Poznajemy bohaterów w roku 1999 i śledzimy ich dalsze losy w 2014 i 2025. Pozwala to spojrzeć z szerszej perspektywy jak jeden wybór determinuje życie kilku pokoleń. Jak w pogoni za pieniądzem tracimy swoją tożsamość narodową i jak trudno jest ją później odzyskać. Można także odczytać film jako obraz przemian społeczno-gospodarczych w Chinach na przestrzeni lat. Ja go potraktowałem bardziej osobiście i zostawił mnie z kilkoma ważnymi przemyśleniami m.in. na temat relacji z bliskimi. Do tego przepiękne statyczne ujęcia - styl kadrowania jaki lubię najbardziej.


5. Komunia (8+/10)

Jeden z najlepszych filmów dokumentalnych jakie widziałem. Debiutantka Anna Zamecka portretuje  rodzinę jakich pewnie w Polsce wiele. A jednak ta konkretna historia jest niezwykła. Czternastoletnia Ola przygotowuje chorego na autyzm brata Nikodema do Pierwszej Komunii. Oprócz tego pełni rolę gospodyni domowej i w pewnym sensie opiekuje się bezrobotnym ojcem i próbuję utrzymać dobre relacje z mieszkającą oddzielnie matką.  Niesamowita jest naturalność wszystkich bohaterów. Jakby nic sobie nie robili z obecności kamery,  Zupełnie nie widać w nich skrępowania czy próby sztucznej autokreacji, jak to często w dokumentach bywa. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie główna bohaterka tej historii. Ola jest bardziej zaradna i dojrzała niż większość dorosłych. Jestem pełen szczerego uznania dla jej poświęcenia całej rodzinie. Nikodem jako dziecko autystyczne też często zaskakuje błyskotliwymi komentarzami wynikającymi z obserwacji otaczającej go rzeczywistości. Niby nieobecny, a jednak tak bardzo tu i teraz. Całą historię tej rodziny ogląda się jak dobrą fabułę, czasem aż trudno uwierzyć, że to dokument.


4. Służąca (8+/10)

Służąca okazała się zupełnie czymś innym, niż się spodziewałem. Zwiastuny i osoba twórcy sugerowały jakąś bardzo ciężką, cholernie mroczą rzecz. Tymczasem to zdecydowanie jego najlżejszy film. Uważam nawet, że jest na swój sposób bardzo zabawny. Park z kina gatunkowego zrobił tu sobie prywatny plac zabaw. Mamy klasyczny melodramat z silnymi akcentami komediowymi, bardzo mocno podszyty erotyką. Niepostrzeżenie zmienia się on w osobliwy thriller, cały czas jednak puszczając oko do widza. Wizualnie wszystko doprowadzone do perfekcji, a główne główne bohaterki są pełne uroku. Może jedynie niektóre sceny erotyczne mogłyby być bardziej subtelne. Najlepiej podsumowała ten film moja internetowa znajoma, którą pozwolę sobie zacytować. "Parkowi ciocia jak był mały czytała Dickensa i Bronte. A potem dorósł i odkrył Waleriana Borowczyka". Nic dodać nic ująć. Najlepsza postmodernistyczna zabawa roku.


3. Ostatnia Rodzina (9/10)

W Ostatniej Rodzinie Matuszyński skupia się on przede wszystkim na szarej codzienności Beksińskich. Pozornie zwykłych, rutynowych czynnościach tej osobliwej familii.
Strona zawodowa Zdzisława stanowi jedynie tło, głównie w postaci wiszących w mieszkaniu obrazów dosłownie na każdej ścianie. Bardzo odważne zagranie ze strony twórców, gdyż w rezultacie otrzymujemy dzieło bardzo dalekie od typowego filmu biograficznego. Jeśli ktoś przed obejrzeniem nie miał pojęcia kim byli Beksińscy, to seans wzbogaci jego wiedzę tylko w niewielkim stopniu.
Czym w takim razie jest Ostatnia Rodzina?  To przede wszystkim uniwersalny film o niepokornych duszach w meandrach szarej egzystencji. My jako widz, jesteśmy tylko wścibskimi podglądaczami tego teatru osobliwości udającego prozę życia.To film o rozczarowanym rzeczywistością młodym, nadwrażliwym człowieku, który ucieka przed nią w świat muzyki i filmów, a jednocześnie rozpaczliwie woła o pomoc, desperacko poszukując miłości czy chociaż zrozumienia.  To też film o jego ojcu, który prywatne demony potrafi skutecznie uwięzić w swojej artystycznej twórczości. Niestety razem z nimi zamyka tam wszelkie uczucia. Wreszcie to film o ich żonie i matce, która kocha obu ponad wszystko i podporządkowuje im całe swoje życie. Polskie kino rządzi w tym roku.


2. Anomalisa (9/10)

Charlie Kaufman znów opowiada o samotności w tłumie i znów robi to świetnym stylu. Patrzymy na świat z perspektywy typowego kaufmanowskiego neurotyka. Teoretycznie spełniony zawodowo i społecznie, nie odnajduje szczęścia w życiu, jest rozgoryczony i rozczarowany ludźmiDla niego, każdy wygląda i brzmi identycznie. Do czasu, aż przypadkowo poznaje Lisę. Ta w gruncie rzeczy prosta historia urzeka formą, która to dopiero wydobywa z niej głębszą treść. Doskonała synergia.  Anomalisa to animacja wykonana w technologii stop motion. Wszystkie postacie i otoczenie to ręczna robota. Dbałość o szczegółzrobiła na mnie ogromne wrażenie. Najlepiej po seansie obejrzeć jeszcze jakiś materiał making of, żeby w pełni docenić wykonanie. Ogólnie jest to zbyt kameralna historia, żeby skalą dorównała monumentalnej "Synekdosze, Nowy Jork", ale w tym przypadku może to i lepiej.


1. Pokój (9/10)

Nie mogło być inaczej. Obejrzałem w tym roku mnóstwo wspaniałych filmów, ale żaden nie zdetronizował Pokoju. Na pierwszym miejscu film, który sprawił, ze facet po trzydziestce siedział przez pół seansu ze szklankami w oczach. A bynajmniej nie jest to obraz skrojony pod szantaż emocjonalny. Relacja matki z dzieckiem przedstawiona w tym filmie jest klasą sama w sobie, a rola Jacoba Trembleya to absolutne arcydzieło dziecięcego aktorstwa. Szkoda, że aktualnie marnują talent chłopaka w jakichś podrzędnych horrorach. Nie przypominam sobie, żeby w jakimkolwiek filmie dziecięca postać tak wiarygodnie oddawała emocje. Więcej w RECENZJI.



Tradycyjnie nie udało mi się zobaczyć wszystkich kinowych premier, ale nie sądzę, żeby jakikolwiek z pominiętych filmów mógłby zdetronizować którąkolwiek pozycję z pierwszej dziesiątki. Jeśli się jednak tak stanie, wrócę tu, przeproszę i zaktualizuję ranking. Oby ten rok był pod względem filmowym przynajmniej tak dobry jak poprzedni, a polskie kino rosło w siłę. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz