Oh, I'm not gonna kill you... I'm just gonna hurt you really, really bad
Nie widziałem poprzednich filmów Davida Ayera, ale te cieszą się raczej dobrymi opiniami i są uznawane za mocne, męskie kino. Dlatego nie miałem podstaw by nie zaufać mu w kwestii dołożenia kolejnej cegiełki do zbudowania kinowego uniwersum komiksów DC. Tym bardziej, że na warsztat wziął grupę mniej lub bardziej popularnych w tym świecie antagonistów i zmontował z nich drużynę straceńców w stylu "Parszywej Dwunastki". Udało się to w komiksach, udało się w animacji "Atak na Arkham", więc czemu nie miałoby się udać tutaj? Niestety, tak tragicznie słabego scenariusza nie są w stanie wybronić nawet świetne kreacje aktorskie oraz sprawna reżyseria. Głupie decyzje studia Warner Bros. przybiły jeszcze gwóźdź do trumny.
