poniedziałek, 25 lipca 2016

Punkt Zapalny (1990) reż. Takeshi Kitano


Nadszedł czas na zapoznanie się z kolejnym filmem Takeshiego Kitano w ramach wyzwania filmowego zorganizowanego przez Po Napisach. W swoim drugim dziele reżyser nadal z grubsza trzyma się gangsterskich klimatów, ale jeszcze bardziej eksperymentuje - nudzi, szokuje, odrzuca i śmieszy. Mnie jednak nie zachwyca, bo spójności w tym za mało i znowu jest cholernie nierówno.

Oryginalny japoński tytuł "3-4x jūgatsu" nawiązuje do wyniku meczu baseballowego. Zresztą baseball spina całość ładną klamrą, ale nie do końca rozumiem jej rolę w tej historii.
Film zaczyna się bardzo niepozornie (niczym jeden z wielu dramatów sportowych z cyklu - od zera do bohatera), od przydługiej sceny meczu amatorskiej drużyny. Szybko okazuje się jednak, że nasze zero - Masaki, bohaterem w dziedzinie sportu być nie ma nawet zamiaru i nie traktuje tego zajęcia do końca poważnie. Na co dzień jest pracownikiem obsługowym na stacji benzynowej. Pod wpływem incydentu przy myciu samochodu, dochodzi do spięcia między nim, a lokalnym gangsterem. Eskaluje to konflikt na większą skalę, w wyniku którego Masaki razem z przyjacielem udają się w podróż do Okinawy w celu kupna broni. Poznają tam psychopatycznego Ueaharę.


Największy problem mam z postacią protagonisty. To na tyle bierny, mdły i zupełnie nieangażujący bohater, że już po pierwszych scenach permanentnie straciłem nim zainteresowanie i stał mi się zupełnie obojętny do końca seansu. Może to świadomy wybór reżysera, który chciał pokazać, że każdy, nawet taki życiowy nieudacznik, odpowiednio zdeterminowany może być zdolny do wszystkiego. Problem w tym, że ta postać po prostu ślepo podąża za poleceniami innych.  W odbiorze przeszkadzał mi też trochę fakt, że reżyser świadomie zrezygnował z jakiejkolwiek muzyki. Przez co obraz wydał się jeszcze bardziej emocjonalnie odległy.


Wspomniałem, że film zaczyna się jak dramat sportowy i właściwie do połowy pozostaje nijaką obyczajówką. Typowe dla poprzedniego filmu Kitano niespodziewane sceny przemocy nadal występują, jednak jest ich mniej i nie robią już takiego wrażenia. Dopiero, kiedy akcja przenosi się do Okinawy film nabiera tempa. Dzieje się tak wyłącznie za sprawą postaci Ueahary (świetnie odegranej przez samego Kitano), która wprowadza zupełnie inny nastrój.

Ueahara to nieobliczalny psychopata, który potrafi dla zabawy rozbijać komuś butelkę na głowie, zmusić swoją kobietę, żeby oddała się przy nim jego koledze, a później wielokrotnie ją za to tłamsić. A i tak zdradziłem tylko namiastkę tego, do czego jest zdolny.
Sceny z nim z jednej strony odrzucają, ale z drugiej są to jedyne momenty, które były w stanie absolutnie przykuć moją uwagę. W ten nagły festiwal absurdalnej przemocy Kitano wplata elementy czarnej komedii - mimo, że zdają się być zupełnie nie na miejscu, to o dziwo humor tutaj działa.


Przyznam, że nie do końca rozumiem czemu opowiadana historia ma służyć. W poprzednim "Brutalnym Glinie" bardzo mocne zakończenie wynagradzało słabsze momenty i zostawiło mnie z mnóstwem przemyśleń na temat ludzkiej natury i podatności człowieka na zło. Tutaj mimo wielu ciekawie zrealizowanych scen, tego nie czułem. Film odebrałem tylko jako osobliwy mariaż kina gangsterskiego z czarną komedią z domieszką obyczajówki i jeśli Kitano chodziło o coś więcej niż zabawę, to tego nie zauważyłem.
Czy "Punkt Zapalny" odpalił petardę czy okazała się ona niewypałem? W porównaniu z debiutem był to mały wybuch, który narobił tylko sporo hałasu.

5/10


http://www.ponapisach.pl/2016/03/ogladamy-filmy-wyrezyserowane-przez-takeshiego-kitano.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...